Konferncja 7

Ks. Rafał LUBRYKA

Siostro, Bracie!

Wiele razy słyszymy: „ pieniądze rządzą światem”. Lub: „jak masz kasę, to możesz mieć wszystko, bo za kasę wszystko i wszystkich można kupić”. I choć w ramach riposty można powiedzieć: „pieniądze szczęścia nie dają”, to u wielu w tym momencie pojawia się lekceważący uśmiech.
Jak to zatem jest z tą kasą i z tym szczęściem? Czy da się to pogodzić nie dziwaczejąc we współczesnym świecie, ale i nie stając się jedną z wielu białych myszek w „wyścigu szczurów”?

Najpierw prosta sprawa: ubóstwo to nie dziadostwo, a bogactwo to nie wyzysk. Co czujesz wobec takich sformułowań? Czy nie jest niekiedy tak, że łatwo ulegamy stereotypom i łatkom, które przyklejamy ludziom? Przykład? Proszę bardzo: „o ten to ma kasę, pewnie ukradł, bo to niemożliwe, żeby uczciwie zarobił”. Inny przykład? Proszę bardzo: „Ona nie ma kasy, to pewnie jest nierobem a w domu ma bałagan”.

Oczywiście, że takie opinie, pomijając już nawet fakt, że są sądzeniem innych, niosą z sobą często płytkość i krzywdę. Niejednokrotnie są po prostu fałszywe. Z pewnością możecie przytoczyć znane wam osobiście przykłady osób, które będąc ubogimi są jednocześnie ludźmi o właściwym poczuciu własnej wartości: nie popadli w apatię, nie załamali się, a niejednokrotnie zadziwiają swą siłą woli ludzi lepiej uposażonych. I w drugą stronę – są ludzie majętni a zarazem bardzo wrażliwi na biedę ludzką i spieszący im z pomocą. Działalność charytatywna w dużej mierze oparta jest tu i ówdzie na pomocy tych, którym się w życiu mówiąc po ludzku „powiodło”.

No właśnie. Nadszedł czas na rozwinięcie tej myśli: co to znaczy powodzenie i sukces? Jakie były tego kryteria za czasów Józefa i jak to odczytywać dzisiaj? Właśnie dlatego tematem tej konferencji jest hasło: Fura, skóra i komóra czyli słów kilka o tym, czy można sobie poradzić w życiu żyjąc skromnie?
Dla młodych pielgrzymów to hasło jest oczywiście zrozumiałe, ale młodzieży wcześniej urodzonej może warto wyjaśnić, iż „skóra, fura i komóra” oznaczają dla niektórych szczyt marzeń i ambicji. Należy je odczytywać jako: „w życiu trzeba zdobyć najlepszą dziewczynę, najlepsze auto i najlepszy telefon”. To nie są tylko przedmioty: telefon i auto. To znaki dzisiejszego status quo. One mnie określają, mówią o mnie: o ten jest gość. Są czasem tylko po to, by „się pokazać”. Jak choćby „wypasiony telefon”, którego właściciel używa do rozmów i smsów a dodatki są nieużywane z różnych przyczyn. Kuriozalność takich postaw jest widoczna, gdy chłopaki „palą gumy” w swych autach i starają się wszelkimi sposobami zaimponować dziewczynom a gdy odjadą za zaułek i poza ich wzrok ryk silnika podrasowanego auta zamienia się w ciszy pomruk po wrzuceniu przełącznika „z benzyny na gaz”. To jest tzw szpanerstwo i jakaś forma potrzeby udowodnienia własnej wartości. Niewiele się tuz zmienia w głowach wielu. Kiedyś była lepsza maczuga i większa jaskinia a dziś… Trzeba mieć budzącą zazdrość dziewczynę czy chłopaka, by podkreślić swój status. A nasz Przyjaciel Jan Paweł II mawiał: „bardziej liczy się być, aniżeli mieć”.
Temat tych rozważań: fura, skóra i komóra ma nam ułatwić odpowiedź na pytanie: jakie marzenia i pomysły na „urządzenie się” w swoim życiu mogli mieć Józef i Maryja?

W czasach biblijnych wyznacznikiem prestiżu społecznego było pochodzenie danego człowieka. Ktoś wywodzący się z linii królewskiego lub kapłańskiego rodu był otaczany szacunkiem, jako potomek, np. Dawida lub Aarona. Przypominam, że Józef jest z pokolenia Dawida a Maryja – poprzez swych krewnych Zachariasza i Elżbietę – pochodzi z rodu Aarona. Dalej ważna wtedy była znajomość Biblii i życie nią na co dzień. Tutaj odnajdujemy uczonych w Piśmie i faryzeuszów, którzy przestrzegali rygorystycznie bardzo drobiazgowych nakazów i zwyczajów religijnych. Trzeba jednak w tym miejscu wspomnieć, iż wszyscy Żydzi jako wyznawcy jednej religii poddani byli Torze, czyli Kodeksowi Boskiego Prawa, zawartego w 613 przykazaniach wywiedzionych z jej tekstu. Rabini żydowscy podczas swych Świąt dyskutowali co jest ważniejsze: studiowanie Tory, czy wypełnianie przykazań? Dochodzą wreszcie do wniosku, że studiowanie, prowadzi ono bowiem do czynów, czyli do wypełniania przykazań.

W chrześcijaństwie zasadę tę sformułował św. Hieronim: „nieznajomość Pisma świętego jest nieznajomością Chrystusa”. Dlatego mamy poznawać Słowo Boże, którym jest Jezus, a poznawszy Jego samego w swym życiu, pokochać Go i zacząć naśladować w czynach. Sam Jezus zarzuca uczonym w Piśmie, że są teoretykami a nie praktykami: wymagają od innych i ich obciążają „wkładając ciężary nie do udźwignięcia, a sami palcem ich nie chcąc ruszyć”. Piętnował też błędne przekonanie, że człowiek swoim tylko wysiłkiem osiągnie najważniejszy sukces i najwyższy zaszczyt: zbawienie i życie wieczne. Nie tędy droga, uczył Jezus. To dokonuje się mocą Bożej łaski, Bożego wyboru i Bożych decyzji a nie dzięki ludzkiej zapobiegliwości, sprytowi czy chciwości. Przypominacie sobie pewnie przypowieść, w której Pan Jezus mówi o bogaczu, któremu obrodziły plony. Postanowił zbudować wielkie spichlerze i w nich zgromadzić swój dobytek po czym odpoczywać już przez całe dalsze życie. Bóg mu wtedy powiedział: „Głupcze jeszcze tej nocy zażądam twej duszy, z czym przede mną staniesz?”
W ludzkim patrzeniu Bożej przychylności upatrywano także w licznym potomstwie, zdrowiu ale i majątku, dającym szansę zabezpieczenia bytu sobie i bliskim. Historia Hioba pokazuje jak złudne jest zabezpieczanie się takimi „pewnikami” i że tylko ostatecznie w Bogu człowiek odnajduje pełnią szczęścia, absolutny sukces i szczyt powodzenia na tym świecie.

Józef i Maryja żyją bardzo skromnie. Należą do ludzi ubogich, tzw. „anawim”. Przekonujemy się o tym chociażby wtedy, gdy składają oni ofiarę w Świątyni jerozolimskiej.

Gdy zaś minęły dni ich oczyszczenia zgodnie z Prawem Mojżeszowym, zanieśli Go do Jerozolimy, aby ofiarować Panu. Tak bowiem napisano w Prawie Pańskim: „ Każdy pierworodny syn będzie poświęcony Panu”. Mieli również złożyć ofiarę zgodnie z nakazem Prawa Pańskiego: parę synogarlic lub dwa młode gołębie (Łk 2, 22-24).

Kobieta izraelska rodząc dziecko, w myśl prawa żydowskiego, stawała się rytualnie nieczysta. Maryja musiała więc złożyć ofiarę za swoje oczyszczenie. Według Prawa należało ofiarować baranka i gołębia lub baranka i synogarlicę. Ubodzy mieli składać dwa gołębie lub dwie synogarlice. Tak też uczynili, „anawim” czyli ubodzy Józef i Maryja.

Naród Wybrany wywodzi się z dwunastu pokoleń. O pokoleniu Aarona i Dawida mówiliśmy przy osobie Maryi i Józefa. Prawo Mojżeszowe nakazywało natomiast, aby pierworodni synowie z pokolenia Lewiego wykupywani byli u Boga poprzez służbę w Świątyni. Pozostałe pokolenia „wykupywały” swych synów ofiarowując pewną sumę właśnie owym lewitom. Dla najuboższych stanowiła ją równowartość wspomnianych dwóch synogarlic, jakie nabywało się u sprzedawców w Świątyni.
Obok tego wykupu przy narodzinach pierworodnego, Żydzi uiszczali wiele podatków: świątynny na Świątynię w Jerozolimie oraz targowy, drogowy gruntowy i pogłówne. Pieniądze pobierał nie tylko król Herod, ale i Rzymianie, jako okupanci Galilei. Często ludzie mieli problem z opłaceniem należności, co skutkowało karami i dodatkowymi obciążeniami, prowadzącymi niejednokrotnie do utraty pozostałej własności a nawet osobistej wolności w wyniku uwięzienia.
Jeśli Józef i Maryja żyli tak, jak możemy to oglądać na filmie Narodzenie, to zdobycie środków na utrzymanie i na obowiązkowe podatki stanowiło ogromny wysiłek. Niełatwo było „związać koniec z końcem”. Taka jednak sytuacja powodowała wzajemną solidarność i potrzebę wsparcia, by przetrwać i przeżyć całą rodziną.

Zwykły nazaretański dom składał się często z jednego tylko pomieszczenia, w którym żyła i spała cała rodzina. Znane przypowieści głoszone, potem przez Jezusa, dają nam pewne wyobrażenie o nim. Do oświetlenia całego domu wystarczało jedno światło ustawione na świeczniku (Mt 5, 15). Kiedy kobieta zgubiła monetę, zapalała to światło i wymiatała cały dom, aby znaleźć zgubę (Łk 15, 8). Jeśli w gospodarstwie było jakieś bydło, to też mogło być umieszczone w domu. Przestrzeń mieszkalna dla ludzi znajdowała się wtedy nieco wyżej. Dach był kryty trzciną, sianem i gałęziami, tak, że go można było odkryć (Mk 2, 4). Ściany domu były wykonane z gliny lub chrustu. Przyznacie chyba, że hotel wielogwiazdkowy to nie jest.

Dziś, gdy słyszy się narzekanie młodych ludzi na „starych”, że są do niczego, bo nie dają odpowiednio dużo „kasy” na ciągle nienasycone potrzeby, ubóstwo Józefa i Maryi, a co za tym idzie także Jezusa, wydaje się niewyobrażalne. Nie trzeba jednak częstokroć sięgać aż do czasów biblijnych, by przekonać się, że wielu ludzi żyje w niedostatku także w naszym sąsiedztwie. Znam przypadek osoby, która nie przyznawała się własnej matce, że przymiera głodem, ponieważ jej mąż był niedojrzałym człowiekiem, który jakoś zapomniał, że mając rodzinę, musi na nią zarabiać i dbać nie tylko o swoje zachcianki. To nie są obrazy z Afryki lecz Polski. Nie muszę też nimi tutaj was zasypywać, bo może i w waszym życiu, pośród waszych znajomych są podobne historie.

Przypomina mi się w tym miejscu autentyczne historia pokazująca, że nawet człowiek nic nie mający ma się czym podzielić. Opowiadał mi kiedyś pewien kapłan, że stanął przy kolejce, w której wydawano żywność bezdomnym. W pewnym momencie ktoś go trącił i zapytał wskazując na trzymany w ręce przedmiot: „a kubek na zupę masz?” ten człowiek sam nic nie mający, był gotów odstąpić za chwilę swoje naczynie… Nie brak na pewno i na pielgrzymce podobnych scen, np. gdy ktoś odstępuje „swój” nocleg osobie idącej pierwszy raz, a sam idzie szukać dla siebie dachu nad głową. Fajna przygodę przeżyłem kilka lat temu w Waleńczowie. Wraz z kapłanem, który był przewodnikiem grupy szukaliśmy do późna noclegów dla pielgrzymów. To był pierwszy rok na tej trasie i dlatego nie wiedzieliśmy, czy wszyscy znajdą schronienie. Tak się wspaniale udało, że wkrótce porozwoziliśmy wszystkich na noclegi i zostały bez noclegu tylko dwie osoby: ten ksiądz ja. Kiedy przygotowywaliśmy sobie kolację i spanie w samochodzie, podeszła do nas jakaś pani, z domu, w którym nie uzyskaliśmy dla kogoś noclegu, i zaprosiła nas do siebie. Otrzymaliśmy wtedy nagrodę i wspaniałą kolację a gospodarze okazali się przemiłymi ludźmi.

Bóg ma dla nas zawsze więcej, niż my dla Niego. On nigdy nie pozostawia nas samych i troszczy się o każdy włos na naszej głowie. Ta troska Wszechmogącego nad Rodziną Józefa widoczna jest na każdym kroku. Bóg jak niegdyś podczas ucieczki z Egiptu szedł na czele wędrujących Józefa i Maryi, podpowiadał im wiele w sercu i ostrzegał przed zagrożeniami, jak choćby wtedy, gdy Herod nakazał rzeź niewiniątek w Betlejem.

Bóg jest moim skarbem i moją nagrodą może wołać Józef. Odkrywać prawdziwy skarb, to dotykać samego Boga. Józef mógł Go nosić na rękach, mógł Go delikatnie odbierać z ramion Maryi i przenosić przez niebezpieczeństwa.

W filmie „Narodzenie” jeden z pasterzy na widok Maryi w stanie błogosławionym, wspomina: „Ojciec mi mówił, że każdemu dany jest jakiś dar. Twoim darem jest to dziecko”. Wtedy Maryja pyta go: „A co jest twoim darem?” Pasterz mówi: „ja nie spodziewam się żadnego daru”. Przejmująca scena następuje, gdy ten sam pasterz po objawieniu anielskim przybywa do groty w Betlejem i drżącą ręką próbuje dotknąć Jezusa. Wiedząc jednak z ust anioła, że to oczekiwany Mesjasz, cofa dłoń. Maryja jednak wyciąga ręce z Jezusem i podając Go pasterzowi mówi: „On jest darem dla całej ludzkości”

Warto się w tym miejscu zapytać za czym dążysz w swoim życiu? Czego najbardziej pragniesz? Co uszczęśliwiłoby twoje serce? Rzeczy naprawdę wielkie, czy wielkie sumy papierków z celulozy, np. 6 milionów złotych z kumulacji w Totolotku?

Świat, w którym żyjemy rodzi w nas „głody” trudniejsze do zasycenia i opanowania, niż te wywołane brakiem pożywienia. Z reklam i bilbordów dociera do nas nieprzerwany strumień potrzeb, które jakoby musimy nasycić, jeśli: „chcemy być naprawdę wolni”, „chcemy poczuć się lepiej”, bo to „nie dla idiotów”, czy dlatego, że „wszyscy już to mają”. „Bielszy odcień bieli” i „prawdziwy obiekt pożądania” to tylko niektóre z tych haseł, jakie się nam „wciska”, by rozpocząć nieprzerwany pęd zakupów.

Dziś hipermarket przypomina świątynię, gdzie cała rodzina udaje się w niedzielę, by oddawać cześć kultowi zakupów, czyli kultowi pieniądza. Iluż ludzi usprawiedliwia to, że pracuje w niedzielę „wyższą koniecznością”, ilu uważa, że to świetny sposób na niedzielny wypoczynek. Tylko czy takie „wycieczki miedzy regałami” budują naprawdę więzi rodzinne? Czy to daje mi jakiś wewnętrzny spokój i zbliża do Boga?
Mam prostą zasadę, której w życiu nie łamię: zamiast opowiadać i teoretyzować o wolnej niedzieli, nigdy nie robię zakupów tego dnia i nie korzystam z usług – nawet pizzerii czy stacji benzynowej. Dziwactwo? Można to nazwać jak się chce, ale ja uważam to po prostu za szczerość: dziękuję, nie kupuję. Wolę świętować niż pracować – różne są tutaj możliwe hasła do zastosowania, niemniej jednak nie chcę się przyczyniać do czyjejś pracy w dzień święty, ani przysparzać komuś zysków z handlu w dzień, który dla chrześcijanina jest inny od poniedziałku, środy, czy soboty. Tylko, aby to zrozumieć trzeba zabiegać o inne bogactwa niż te, które skarbi sobie świat. Wcale natomiast nie trzeba być księdzem czy zakonnicą, by tak postępować. To jest nasze konkretne wyznanie wiary: chcę oddać Bogu, to co należne Bogu!

Podstępne argumenty z cyklu dłuższa praca i zabranie niedzieli rozwiążą problem bezrobocia, albo dadzą nam narzędzia do walki z biedą są mocno naciągane. Jakoś w wielu krajach nie widać biedy wdzierającej się na ulice z powodu wolnej od pracy niedzieli. Tymczasem łatwo można zauważyć, że kapiące bogactwem witryny sklepów i posesje odbijają w swych oknach skryte wstydliwie współczesne ubóstwo slumsów. Nie tylko brak pieniędzy świadczy o biedzie – wystarczył nagłaśniany w mediach kryzys ekonomiczny, by ludzie majętni załamywali się a nawet targali na życie. W czym, albo w kim pokładamy nadzieję?

Różne ludzie mieli pomysły na zaradzenie biedzie. Różne ideologie próbowały ją raz na zawsze rozwiązać i nigdy się to nie udało. My często z fatalnym skutkiem eksperymentujemy, a Bóg ma stale ten sam pomysł: kierować się w życiu zawsze miłością. Ona pozwala dzielić się tym, co posiadam i jednocześnie poprzestawać na małych potrzebach wobec siebie, przy ogromnej tęsknocie czegoś więcej dla drugiego. Jezus nauczał: Więcej radości jest z dawania, aniżeli z brania.

W przypowieści o bogaczu i Łazarzu odkrywamy, że prawdziwe bogactwo dane jest tym, którzy potrafią kochać a nie tylko zarabiać. Jeden po śmierci trafia do szeolu – bo zainwestował tylko w dobra tego świata, a drugi trafił „na łono Abrahama”, bo nie przestał kochać mimo biedy i nie przestał ufać mimo swej choroby.

Miłość pozwala zdystansować się od tego co mam i nie załamywać gdy mam mniej. Czy dziękowałeś Bogu za miłość? Wołałaś kiedyś na modlitwie: „Bądź uwielbiony Dobry Boże, który miłujesz mnie i darzysz wszelką łaską, który nie pozwolisz potknąć się mej stopie, który bierzesz mnie jak orzeł na swoje ramiona i tulisz jak pasterz zagubioną owcę”?

Najwięcej jednak do zaoferowania ma ten, kto „posiada Boga”. „Błogosławieni ubodzy w duchu”, będzie mówił Jezus. Wie o czym mówi, wie, bo doświadczył owego duchowego ubóstwa, przy jednoczesnym skromnym życiu na co dzień w Nazarecie. Ubóstwo duchowe Józefa i Maryi to złożenie wszystkiego, co się ma w ręce Boże. Co oni mają do zaoferowania, co ty masz do zaoferowania, co ja mogę dać Bogu? Największy skarb – siebie samego. Mogę Bogu dać, a raczej oddać siebie: otrzymałem od Niego siebie i siebie Mu oddaję.

Na pytanie więc z tematu dzisiejszej konferencji: „Czy można sobie poradzić w życiu żyjąc skromnie?”, odpowiedzieć można: „Właśnie dopiero żyjąc skromnie naprawdę radzimy sobie w życiu!” Bo złożenie ufności i swego losu we fortunie wiąże nas z ziemią, a złożenie życia i przyszłości w Bogu otwiera nas na wiele więcej: na miłość, na wieczność, na współczucie, na rozumienie drugiego… „Nie można służyć Bogu i mamonie”, nauczał Jezus. Nie można biec lekko za Jezusem będąc obciążonym ponad miarę. Pomyśl, co pęta twoje nogi i serce dzisiaj? Dlaczego nieraz jesteś smutna, kiedy najbardziej ulegasz lękom, co wprawia cię w przygnębienie? Józef nie miał nic, dlatego mógł otrzymać wszystko. Jeśli sięgasz w swych marzeniach krócej niż do samego Jezusa, to za krótko sięgasz!

posluchaj

baner2 baner3 baner5 baner9
radio rodzina
© 2009 Radio Rodzina || realizacja: tomekwolff.com (gfx) & oneclick.pl (code)